Maj 30 2010

Zakończenie

Published by under Bez kategorii

COŚ MUSI SIĘ SKOŃCZYĆ, BY COŚ MOGŁO SIĘ ZACZĄĆ

 

Ehhhh… jak ja dawno tutaj nie wchodziłam. I raczej wchodzić nie będę. Nie mam czasu, dlatego pragnę oficjalnie zakończyć tego bloga. Ale najpierw, chcę napisać ostatnią notkę. Będzie opowiadała o tym, co się zmieniło od czasu, gdy przestałam tu pisać. Przeszłam kolejne rozczarowanie miłosne, na kolejnej osobie się zawiodłam, standardowo jestem sama i…

 

Pamiętacie może, jak planowałam tutaj swoją powieść. Opisywałam głównych bohaterów, ich przygody, moje nowe pomysły. Marzyłam o tym, że spodoba się moim znajomym, a wy mnie wspieraliście w komentarzach. Kiedy pisałam moją pierwszą powieść miałam 13 lat. Teraz, mam 15 i jestem najmłodszą pisarką w Polsce, wątpie, że w Europie:) Udało mi się sprawić, aby moja Ewa Kotwica ujrzała światło dzienne. Wydałam książkę "Gwiezdne oczy". I między innymi przez to przestałam pisać: nagle zabrakło mi czasu, spotkania autorskie, wywiady, telewizja… i muszę wam powiedzieć, że to wydaje się fajne tylko na ekranie. W rzeczywistości mi się nie podobało. To nagłe zainteresowanie, tego było za dużo. Ciągły stres, zaczepianie w szkole, zawiść ludzi… i nagle moi wrogowie stali się moimi przyjaciółmi. I czasem można tylko pytać: kto tu tak naprawdę jest prawdziwym przyjacielem? Oczywiście co do niektórych osób jestem pewna:)

 

     Sława na szczęście nie jest wieczna. Teraz już nie ma wokół mnie takiego szumu. Zostało mi jeszcze tylko kilka spotkań autorskich i koniec. Muszę powiedzieć, że się cieszę. To jest dobre tylko na chwilę, na wysoką skalę bym nie wytrzymnała. Przecież jestem tylko człowiekiem. Napisałam tą książkę dlatego, że to kocham i to jest moja pasja. Nic nie sprawiło mi tyle przyjemności, jak przeżywanie razem z Ewą tych wszystkich przygód. Potem zaczęła się telewizja, ucieszyłam się, że moja książka spodobała się niektórym ludziom.

 

     A jaki miałam cel w występach telewizyjnych? Na sławie mi nie zależy. Nie jest mi potrzebna do szczęścia. Ale chciałam wszystkim młodym pisarzom pokazać: ŻE MOŻNA! Że nie ma rzeczy niemożliwych, jest tylko nasze ograniczone poznanie tego, co możliwe. I jeżeli uważacie, że macie talent, a wasze opowiadania, wiersze lub powieści są godne pokazania światu to DZIAŁAJCIE!! Wiadomo, na początku jest ciężko i to nie będzie takie KOP CIUP. Tu się trzeba pomęczyć. Przez tródy do gwiazd:) Należy zacząć od konkursów i pokazywania swoich dzięł osobą, które miej więcej znają się na rzeczy. Na przykłąd nauczycielom polskiego w szkołach. Oni dają najlepsze oceny. Warto też publikować swoje dzięła na blogach i stronach. Internauci to najszczersi ludzie na świecie i zawsze można sięod nich dowiedzieć, czy powieść jest gotowa do wydania. Oczywiście nie trzeba się sugerować każdym komentarzem. A dalej… to już każdy idzie inną drogą. Wydanie książki jest trudne, dlatego każdy dociera do tego inaczej.

 

   Wszystko jest możliwe, dlatego nie poddawajcie się i idźcie śmiało! Piszcie przede wszystkim to, co czujecie sercem. Ono wie najlepiej! Wszystko to, co przelewacie na papier, bądź komputer powinno płynać z wewnątrz. I nigdy nie należy słuchać tych, którzy śmieją się z tego, że ktoś pisze, ma wielkie talenty. Nigdy nie powinno się pisać pod publikę, sugerować się narzucanym zdaniem innym, co do tematyki i estetyki. Oczywiście trzeba wysłuchać krytyki i zdania innych, ale nie można brać go przesadnie mocno do siebie. Poprostu: piszcie to, co czujecie WY! Nie dawajcie się tym, co w was nie wierzą.

 

    Ehhh… to chyba tyle. Pragnę podziękować wszystkim, którzy odwiedzali tego bloga i wierzyli we mnie do końca:) To dzięki wam mi się udało, wy mnie wspieraliście. BArdzo cięguję także tym, którzy byli pewni, że do niczego nie dojdę. Oni mnie mobilizowali i włożyli bardzo dużo, w mój sukces. Dziękuję tym, którzy krytykowali mnie w komentarzach, bo dzięki temu dziś bez problemu znoszę krytyke w wediach i internecie. W końcu, krytyka umacnia i rozwija. Ale hamska, nie świadczy o adresacie, tylko o autorze.

Dziękuję wam, ludzie, za waszą egzystencje, która co dzień dostarcza mi inspiracji. Dziękuję Tobie, że czytasz teraz te słowa. One i tak odejdą w niepamięć, jak tylko wyłączysz tego bloga, ale chciałabym, żebyś wiedział: Wszystko jest możliwe. I teraz nareszcie to wiem. I ty też się o tym przekonasz., Tylko nigdy się nie poddawaj, działaj i wierz w siebie, chodźby inni w ciebie nie wierzyli. Wybagaj od siebie, choćby inni od ciebie nie wymagali. Czyń dobro innym, choćby inni czynili ci zło. Ja już zamilknę… być może jeszcze kiedyśprzeczytasz gdzieś moje wypowiedzi, natrafisz na mnie, albo miniemy się na ulicy. Ja chcę tylko, żebyś pamiętał…

 

 

 

Zainteresowanych, proszę o pisanie na mój mail keade@poczta.fm  Wiem, że niektóre osoby wchodziły tutaj często i czytały moje notki. Skończyłam bloga, bo wiedziało o nim za dużo znajomych, ale mogę wam udostępnić miejsca, gdzie można jeszcze przeczytać kilka moich nowych dzięł i postów. Zapraszam także na moją stronę www.jagodawojcik.pl   I niech was prowadzi duch Apolla…

Możliwość komentowania Zakończenie została wyłączona

Lip 12 2009

WRÓCIŁAM

Published by under Bez kategorii

WIELKI POWRÓT

 

 

Internet beznadziejnie działa, więc będę pisać rzadziej 🙁

        Wczoraj wróciłam z kolonii! Było SUPER! Tyle rzeczy robiłam, brałam udział we wszystkich konkursach, chodziłam po górach. A góry były piękne, cudowne. Zachwycały swą różnorodnością, kolorystyką i pięknem. Muszę tam kiedyś wrócić. Byłam w kopalni soli w Wieliczce, gdzie nawet ściany były z soli! Zawsze marzyłam, żeby tam pojechać. Na koniec kolonii odbyło się głosowanie. Wszystkie 41 osób głosowało na:

Śpiocha, najbardziej uśmiechniętego kolonistę, najmilszego, najfajniejszego, najgłośniejszego wychowawcę, najsurowszego najmilszego wychowawcę, największego łobuza i spóźnialskiego itp

Zajęłam pierwsze miejsce w najmilszym koloniście, trzecie miejsce w najfajniejszym i trzecie w najbardziej uśmiechniętym🙂 Fajnie. W ogóle fantastyczni ludzie, spotkałam koleżankę z przedszkola. Tak, to była zwariowana kolonia. I od kilku osób dostałam przezwisko „krejzolka"🙂

       Najlepiej było na konkursach. Zostałam Shrekiem, odegrałam śmieszną scenkę z Kornelią i zajęłam drugie miejsce🙂 Ale szczegóły opowiem kiedy indziej🙂

     Kiedy byłam na wycieczce zadzwoniła do mnie mama. Ewa Kotwica została poddana profesjonalnej korekcie. Babcia mi to załatwiła. Popróbujemy z Krzyśkiem Krzykiem być może uda nam się ją wydać. Ale ja nic nie wymagam. Jeśli mi się uda to na pewno się ucieszę, ale jeśli nie to… w końcu jestem młoda. Mam jeszcze czas na zostanie sławną pisarką🙂 Tak mówi Krzysiek. Najważniejsze, że udało mi się Ewę skończyć. I, że cięgle piszę. Mam już na koncie 6 powieści. Jak ten czas leci🙂 Na razie kończę.

Życzę wszystkim miłego, ciepłego, słonecznego i przede wszystkim ekscytującego lata!

 

Możliwość komentowania WRÓCIŁAM została wyłączona

Cze 27 2009

SERCE KRZYCZY „TAK” ROZUM WOŁA „STÓJ”

Published by under Bez kategorii

 

CHCĘ PÓJŚC ZA HORYZONT, PRZEŻYWAM JEDNAK BÓL

SERCE KRZYCZY „TAK" ROZUM WOŁA „STÓJ"

Pokazuję język

INTERNET BEZNADZIEJNIE MI CHODZI, OBRAZKÓW W TEJ NOTCE NIE BĘDZIE, BO NIE CHCĄ SiĘ WGRAĆ…TUTAJ JESTEM ODCIĘTA OD CAŁEGO ŚWIATA

        Już wiem, kim chcę zostać w przyszłości. Moje pomysły  często się wąchają i zmieniają, jednak na razie wajcha decyzji pochyliła się w stronę Antropologa. Jest to zawód bardzo interesujący. Tylko nie wiem, czy nie zaszkodził by moim innym życiowym zamiarom, czyli podróży dookoła świata, powrotu do Chin i zobaczenie podniebnego jeziora Tianchi, wydawania książek… bardzo ciągnie mnie też na morze. Może zostanę żeglarzem, podróżnikiem… zawsze o tym marzyłam. Odrywanie tajemnic tego świata jest wręcz fascynujące i – myślę – odpowiednie dla mnie. Nie wiem… mam jeszcze dużo czasu, żeby to sobie poukładać. Wiatr sam powieje mną tam, gdzie rzeczywiście powinnam być.

Zaskoczenie

Ogólnie po tym jak skończyłam Ewę twierdzę, że długo nie napisze nic lepszego. Albo tak mi się zdaje. W każdym razie bardzo dużo serca włożyłam w tę powieść i – kiedy zaczynałam ją pisać – nie spodziewałam się, że akcja w niej zawarta potoczy się tak różnorodnie. Ewa naprawdę przeszła bardzo dużo, Patryk i Wajolet z resztą też. Jestem pewna, że oni wszyscy będą mi towarzyszyć w myślach jeszcze bardzo dużo, mimo to, że ich przygoda zakończyła się w raz z ostatnią stroną książki, jak również życie niektórych z nich. O ile uda mi się wydać „z motyką na gwiazdy" to może napiszę „ z motyką na gwiazdy 2". To było by coś. Druga cześć. A, i jeszcze jedna myśl plącze mi się w głowie. Gdybym kiedyś, jakimś cudem naprawdę spotkała Ewę, to nie wiem, czy podziękowała by mi za los, jaki jej zgotowałam. Wiem, że nie jest prawdziwa, ale czasem trochę mi jej żal.

           Na razie mam pomysły na dwie kolejne powieści. Mogę pisać dwie równocześnie, ale postanowiłam wybrać jedna z nich. Tylko obawiam się, że chyba do żadnej nie czuję serca. Ewa już od pierwszej strony poruszała mnie samą, wtapiała w swój świat. Pisanie jej sprawiało, że czułam się , jakbym uczestniczyła w jej przygodach. Z tymi, które teraz chcę napisać tak nie jest. Oto one:

       ~1~ Alan stracił rodzinę, wychowuje go snobistyczna ciotka, jej wredny mąż i ich rozpieszczony syn. Chłopak jest samotny, nie ma przyjaciół. Klnie na los za to, że zabrał mu rodziców, którzy właściwie i tak nie byli prawdziwi. Nie znał prawdziwej rodziny. Pewnego dnia puszcza na jezioro list w butelce, w którym mówi trochę o sobie. Następnego dnia o tej samej godzinie znów pojawia się nad jeziorem. I widzi list, ale nie jego. Okazało się, że ktoś mu odpisał. Nie wiedział kim jest owa osoba, ale zaczyna korespondować z nią, poprzez jezioro. W między czasie do jego klasy dochodzi niwa uczennica – w wersji roboczej jej imię to Alicja -, która nie jest zbyt lubiana w śród nowych osób. Próbuje zaprzyjaźnić się z Alanem, który tak naprawdę nie wie jak to jest mieć przyjaciela. Po jakimś czasie pojawiają się nowe problemy, wśród których próbują pomagać sobie nawzajem. Osoba z listów w butelce wydaje się być kimś znajomym. Tylko… kim?

      ~2~ Cała akcja dzieje się w wymyślonym przeze mnie świecie, w którym ludzie podobni są do zwierząt danej rasy. Ranchita – dziewczyna rasy kota – mieszka sobie spokojnie w wiosce, ma przyjaciół, rodzinę i liczne rodzeństwo. Nie chce od życia więcej, niż ma. Mimo biedy potrafi cieszyć się każdym dniem. Potrafi rozmawiać z drzewami, co ułatwia jej życie. Jednak pewnego dnia, zostaje porwana do niewoli, odłączona od rodziny i licznego rodzeństwa. Rozpoczynają się trudne czasy, głód, ból, zmęczenie i nikłe szanse na powrót do domu. Jednak okazuje się, że ludzie, którzy ją porwali planują wielki atak na jej wioskę i zniewolenie dosłownie wszystkich. Trzeba więc działać… Ranchita – natchniona tęsknotą za domem – potrafi bardzo wiele, jednak czy to wystarczy. Co przyniesie sztorm, który już ostrzy na nią fale? Czy zdąży na czas ostrzec rodzinę o zbliżającym się niebezpieczeństwie?

Zaplombowane usta

AHA i jeszcze jedno, pisałam w poprzednich notkach, że mojego psa oblali kwasem. W tej chwili ma cały zmasakrowany kark, aż policjantów zemdliło. Ale złapali tego, kto to zrobił. Młody chłopak, oblewał tym kwasem ludzi, ale najpierw postanowił przetestować na psie. Dostał 15 lat wyroku. Podobno jednemu z tych ludzi, których oblał wypłynęło oko!  Miałam normalnie ochotę go zabić! Podobnie jak reszta rodziny!

WIERSZ, który napisałam już dawno temu. Ostatnio sporo ich pisze. Wena wróciła i świeci nade mną cały czas:

Perskie oko

„MOIM BRATEM"

Gdy biegnę, wtapiam się w kolorowe przyrody urodzaje

Im dalej, mknę, odkrywam inne kraje

I teraz już wiem, że wywołała by trwogę

Myśl, że w te miejsca wrócić nie mogę

Drzewa wołają mnie liści szelestem

Rzeka zachęca fal cichych gestem

Przeplatane kolory, cisza nad strumieniem

 A Jezioro wita wodnym westchnieniem

I jeszcze wiewiórki i ptaków głośne wiwaty

Nieznane lądy, doliny i duże, piękne kwiaty

Z klifu widać góry, dalekie, niezdobyte

A za nimi inne skarby natury ukryte,

w niebezpieczne tereny wabią swą urodą

Naturą, rzekami i słoneczną pogodą

A w dół spojrzeć, widać dach zielony

Wysokie i dumne drzew gęste korony

A ja od lat wielu, to wszystko obserwuje

I związana z każdym z nich się czuje

Naprawdę bardzo głęboko w to wierzę

Że moim kompanem jest każde zwierze

Że każde drzewo jest moim bratem

Jesteśmy zgranym, małym w sobie światem

Biegnę przez życie, żeby odkryć skarby te…

Czasem wierzę, że odkryje je…

Wycie

Możliwość komentowania SERCE KRZYCZY „TAK” ROZUM WOŁA „STÓJ” została wyłączona

Cze 20 2009

KRZYSZTOF SPEŁNIŁ MARZENIA

Published by under Bez kategorii

WIELKIE CZYNY WYMAGAJĄ CZĘSTO WIELKIEGO RYZYKA

            

Gdy strach z obawą znów idą w tan

Ból często znosi nas poza plan plan

Błądzimy całe dnie po szlakach samotności

Pozbawieni radości, szczęścia i miłości

W głowie ślady dobrych dni odległe

Kłęby smutku coraz bardziej przebiegłe

Nie dają ci wstać łańcuchy cierpienia

Nikt nie pamięta twojego imienia

Często tak jest i nie ma na to rady

Odżywają nasze wszystkie wady

Czecz gdy twe życiowe plany zaczną się krzyżować

Pamiętaj, zawsze możesz jeszcze słońca skosztować:)

 

   Mam dla was nowinę: już dziś możecie poczytać o moim tacie – K.S.Rutkowskim – i jego książkach. Rok temu dzięki naszej podróży do Chin napisał pierwszą prawdziwą powieść "Chiński ekspres" i chyba ona najbardziej spodobała sie ludziom. Możecie wejść na jego stronę (mam ją w linkach), kliknąć na jego zdjęcie i poczytać to, co was interesuje – www.ksrutkowski.pl. Są tam wywiady, wycinki z gazet i opowiadania. Ostatnio o ekspresie napisali w wiadomościach 24 bardzo dobrą recenzję, z czego jesteśby dumni. Oto adres:

  http://www.wiadomosci24.pl/artykul/chinski_ekspres_najnowsza_ksiazka_k_s_rutkowskiego_100645.html

      Cieszę się, że pisze tak jak on. Powtarza często, że go przegoniłam, bo moje powieści są dłuższe. Ale to nie długość się liczy. Powiem wam jeszcze coś, czego nie znajdziecie raczej na stronie. Krzysztof kiedyś był bokserem, ale rzucił to. Jednak nie zrezygnował z ćwiczeń w domu (właście teraz podnosi ciężary)

       Kiedyś wstawię tutaj zdjęcie moje i Krzysztofa. JESTEŚMY IDENTYCZNI. Mamy niemal takie same charaktery, twarze podobne, długie włosy, nawet kroki. Do tego słuchamy tej samej muzyki, mamy wspólne hobby (pisanie). Albo jak napisałam opowiadanie na konkurs, to powiedział, że jak był w moim wieku napisał bardzo podobne.

      A to Krzysztof niedawno    a to Krzysztof na zdjęciu w pierwszej książce

 

No to kończę notkę. Napisałam ją główie po to, żeby zareklamować Krzysztofa. Mama mnie na to namówiła. 

Ale przd końcem powiem jeszcze, że zmieniłam swoje nastawienie do przyjaźni. Może i nie jest aż tak bardzo potrzebna, ale za to jest fajna i przyjemna. A moją najlepszą przyjaciółką, od kiedy się tylko urodziłam jest moja starsza siostra Karolina. Ale o miłości ciągle nie zmieniłam zdania. 

Oto wiersz na zakończenie. Nie wiem o kim jest, ale z czasem do tego dojdę. Nie pamiętam co miałam na myśli, kidy go pisałam. Chyba napisałam go na potrzeby jakiegoś opowiadania w tym temacie:

 

MY PRZEZ TRZY

Bo od początku przyjaciele otaczali mnie

Przed ich fałszem już nie mogłam dłużej chować się

Pragnęli tylko tego, by stoczyć mnie na dno

A gdy odbijałam sie do góry – wkurzało ich to

Pląsałam na granicy, fałszywego świata

Na przekór wszystkim patrzyłam w oczy kata

Od początku ludzie – zazdrośni o głupoty

Z ich przyjaźni wychodziły zawsze kłopoty


I tak naprawdę z nikim szczęścia nie miałam

Ale na granicy wiecznej zimy was poznałam

I już wiedziałam, że mam dla kogo żyć

Ze sobą w zgodzie na tym świecie być

Inni tak zazdrośni, o świat w którym my

Zamknęliśmy się by spełniać nasze wspólne sny

Łączyły nas marzenia, plany i przeżycia

Nie mamy przed sobą nic do ukrycia

Bo piękne słowo "my" się dzieli przez trzy

I wiem, że z wami dosięgnę nieba

Bo takich przyjaciół mi potrzeba

Już nie na krawędzi, tylko w środku lata

Z wami wyruszę na koniec świata


Imiona wasze zawsze będą w mej pamięci

tańczyć wokół wspomnień do samej śmierci

Przed nami wszystkimi droga przez świat długa

Lecz złapmy się za serca, razem nam się uda


 

 

Możliwość komentowania KRZYSZTOF SPEŁNIŁ MARZENIA została wyłączona

Cze 18 2009

OPTYMIZM

Published by under Bez kategorii

PO CO ISTNIEJE STRACH?… BO PRAWDZIWĄ ODWAGĄ JEST POKONANIE GO, A NIE JEGO BRAK!

 

       Ogólnie w tej chwili powinnam szukać Saturna i Marsa na niebie, prosiły mnie o to Roman oraz Skrzat. Ale niestety ciemne chmury zasłoniły niebo. W tamtym roku, dzięki książce od wujka zlokalizowałam Wenus. Może w tym roku zlokalizuje również resztę. Łatwo nie będzie z moją wadą wzroku, ale dam radę

 

      Super nowina! Skończyłam moją 6 powieść! "Z motyką na gwiazdy" to tytuł roboczy. Oczywiście tematem jest fantastyka. Główną bohaterką jest Ewa Kotwica, której życie jest bardziej niezwykłe niż Keade Tori, czy Nikoli Pech z moich poprzednich książek. I być może Ewa ujrzy światło dzienne. Wydanie książki to nie jest takie hop-siup, ale Krzysztof postara się ją wydać. Na razie zrobię z nim korektę, później się zobaczy. W końcu po dwóch latach znowu coś wydam. To jeszcze nic pewnego, ale można zacząć planować:) Może na Ewie zarobię więcej niż na "Liściach zła". Nie wiadomo. Ewa ma 338 stron. Zaczęłam pisać 18 czerwca 2008 roku o godzinie 22:20:33, a skończyłam 12 czerwca 2009 roku o godzinie 2:44 w nocy:)

       Znowu przeprowadzka, jak co roku. To już 11 lat nad morzem. Cieszę się. Czekałam na to. Znowu wakacje, wariacje, wspinaczki na drzewa, pisanie, przemyślenie i dużo czytania. Ale przed wszystkim te wariacje:)

       Wczoraj przywitałam moje kochane drzewa, Czesia i Kajtusia. Czesiu bardzo wyrusł, zasadziłam go rok temu, a już jest wysoki, jednak ciągle się przechyla. Poszłam również przywitać morze. Trafiłam, na przepiękny zachód słońca. Cały horyzont przemienił się w paletę jasnych barw. Słońce zabarwiło chmóry na pomarańcz, na niebie mieszała się żółć, lekki róż oraz nutka błękitu. Grzbiety fal mieniły się w blasku słońca, tak samo jak górki piasku. Fałdowane, chmury – gdy słońce zaszło- przybrałybarwę dojrzałej brzoskwini. To było piękne. I do tego ten świergot ptaków, szum morza i las z tyłu. Czekałam na to cały rok. Jutro przywitam jamno.Wespnę się na drzewo i napiszę wiersz. Jak to ja. Zawsze pisze wiersze na łonie natury.

 

       Moje optymistyczne myślenie trwa. Zwłaszcza, że teraz otacza mnie aura szczęścia. Wspominam czasy, kiedy nie było tak wesoło. Każdy może być szczęśliwy, kiedy nie miał bólu w przeszłości. Nie myślcie, że mnie nie spotkały przykre rzeczy. Nagła śmierć, przezwiska z powody różnicy wyglądu czy zdań, fałszywi przyjaciele czy… inne wspomnienia, o których nie lubie wspominać. Pamiętam jak sie wtedy poddawałam, padałam na twarz i nie wstawałam. Szlochałam w Wigilię ( podobno w ten dzień zwiększa się liczba samobójstw). Było ciężko, ale pewnego dnia się zawzięłam, walczyłam. Nie opuściła mnie jednak ta iskra wiary, powstałam i wyszłam problemom na spotkanie. I zwyciężyłam. Pokonałam obawy i od tamtej pory myślę optymistycznie. Złe wspomnienia wiele mnie nauczyły

       Wiem, jak jest w życiu ciężko. Kuszą parapety, żyletki, liny i narkotyki. Ludzie mają problemy i wyżywają się na innych, próbują byś kimś, kim nie są. Tym wywołują, że problemy mają również inni. Oceniają po pozorach, nie dostrzegają ludzkich zalet, bo skupiają się na wadach. Albo patrzą na ubiór lub pieniądze. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, czasy, kiedy każdy każdemu dokucza, nikt nie myśli o uczuciach ludzi, którym wyrządza krzywdę. Każdy dba o siebie. Każdy, ale nie wszyscy. Są jeszcze osoby dobrzej woli, miejmy nadzieję, że świat dzięki nim przeżyje. Trzeba mieć odwagę, by przeciwstawić się obawą. A prawdziwa odwaga to nie brak strachu, tylko pokonanie go.

        Może to właśnie przez cierpienie zaczęłam pisać. Może dlatego, że dzięki pisaniu zamykałam się we własnym świecie i zapominałam, o rzeczywistości. Jednak mimo to trzeba się z nią zmierzyć. Niestety. Ale rzeczywistoiść może być piękna. Życie można sobie umilić. Robiąc zwariowane rzeczy, nie żałować niczego, nie patrzeć za siebie. Bo co ma z życia człowiek, który nie ma miłych i szalonych  wspomnień? Nawet mądrzy ludzie robą czasem coś głupiego. Mówię wam, należy z życia wyciskać jak najwięcej.

 

Oto moje najnowsze dzięło. Nie jest doskonałe, pisałam już lepsze, ale do tych zdań poczułam serce, a to jest najważniejsze:

 

"EGZYSTENCJALNA CYTRYNA"

Znasz to obojętne spojrzenie na świat

Kiedy ktoś twoje wypowiada "szach mat"

Nuda od rana i życie cie nie widzi

Uśmiechnięte twarze w szarym ekranie telewizji

I szare barwy krążą, otaczają cię

Nawet nie starasz przed nimi chować się

Ciemność przeciska się przez ściany umysłu

Nie odczuwasz żadnego już zmysłu


Spróbuj z życie więcej brać

W szeleństwie dumnie zawsze stać

I uśmiechnąć się na swoje złości

Zanurzyć się w kłęby szczęścia i miłości

Tak trudno jest się przebić wiesz

Przez monotonny życia wiersz

Lecz mimo to wesołą miej minę

Wyciskaj życie jak cytrynę

Czasem warto w wariata się zmienić

Robić głupoty i z wstydem się rumienić

 

Nie robisz nic, leżysz od rana

żal zatopił cię po kolana

Przyjaciele dawno cię opuścili

Swe życiowe plany już ziścili

Wspomnienia z dziecińswta cię męczą

Rówieśnicy którzy w myślach ciągle cie dręczą

Przeszłości się nie zmieni, lecz można spróbować

Mimo wszystko owocu szczęścia skosztować

Bieda przenika przez cienkie ściany

Nie masz rodzeństwa, ojca lub mamy

Mimo życiowych zawiłości

Możasz zanurzyć się w miłości

Możesz zacząć od nowa

Podpowie ci serca mowa

 

Możliwość komentowania OPTYMIZM została wyłączona

Next »