Kwi 08 2007

DOM NA SKRAJU LASU

Published by at 01:43 under Bez kategorii

DOM NA SKRAJU LASU (podkolorowana historia mojej koleżanki Emanueli) NAPISANE DLA MOJEJ KUMPELI PATRYCJI WRUSZCZAK, KTÓRA NAKAZAŁA MI NAPISAĆ JAKIEŚ STRASZNE OPOWIADANIE

 

Do Emanueli przyjechały cztery kuzynki: Monika, Sara, Sylwia i Emila, oraz pięciu kuzynów: Patryk, Kacper, Adaś, Piotr i Sylwek. Od dawna wyczekiwała na ich przyjazd i w ten dzień była bardzo szczęśliwa. Jednak nie było tak pięknie, jak sobie wyobrażała. Wszystkim bardzo się nudziło. Chcieli koniecznie gdzieś pójść, ale na ich małej wsi nie było zbyt wielu ciekawych miejsc. W końcu Emanueli przypomniało się, jak jej babcia opowiadała o tajemniczym lesie. Dokładnie pamiętała jej słowa ,,Jak wejdziesz do lasu od północnej strony, północną stroną będziesz musiała wyjść. Inaczej się nie da”. Legendy głosiły, że w lesie mieszkają duchy zmarłych, ponieważ kiedyś na miejscu lasu ucinano głowy zbójcom, których zbłąkane dusze krążą pomiędzy drzewami, czekając, aż jakiś biedak wejdzie do lasu. -Chodźmy tam! – zaproponowała Monika, po odsłuchaniu historii kuzynki. Nikt nie zaprzeczył, bo rodzinne było to, że rodzina Worek, zawsze lubiła wchodzić do zakazanych miejsc. Więc poszli. Musieli przejść kilometr, zanim dotarli do wielkiego, gęstego lasu. Tam nie szeleściły liście, ani nie słychać było śpiewu ptaków. -Może tylko stąd wydaje się taki dziwny? – mówił Piotr. – Na pewno w środku lasu słychać szum liści i śpiew ptaków. Chyba widziałem wiewiórkę. Piotr kłamał, bo nie widział żadnej wiewiórki. Chciał przekonać innych, że to tylko zwykły las. -Wejdźmy to się przekonamy. – rzekła Emanuela i wkroczyła do półcienia lasu. Reszta kuzynów wkroczyła za nią. Szli powoli, omijając powalone pnie, kubki gałęzi i głazy. Wszystkich przeszywał zimny dreszcz i strach. W lesie nie słychać było uderzających o siebie liści, biegających zwierząt, śpiewu ptaków (co jest dziwne o tej porze roku). Jednak najstraszniejszy był brak nawet najmniejszego podmuchu wiatru. Wszyscy szli blisko siebie, z Emanuelą na czele. Rozglądali się bardzo uważnie. Po jakimś czasie doszli na drugą stronę lasu. Stali teraz, przed wielkim, drewnianym domem z pobitymi szybami w oknach. Połowa domu była spalona, a druga obrośnięta dzikim bluszczem. Miał duży ogródek, do którego prowadziła duża brama. Otoczony był żelaznym płotem. W ogrodzie nie było trawy, tylko piasek na którym leżały górki gruzów. Dzieci podeszły do bramy i wspólnymi siłami otworzyły ją. Potem weszli powoli do ogródka. Omijając martwe głazy i kawały styropianu dotarli do drzwi frontowych. Sara powoli i ostrożnie otworzyła skrzypiące, spleśniałe drzwi. W środku było jeszcze gorzej, niż na zewnątrz. Z sufitu ciekły krople wody, wszędzie były pajęczyny i porozrzucane po podłodze deski. Jakieś obrazy z ciemnymi postaciami widniały na ścianach, lekko przekrzywione i mokre. Do tego panował tam chłód. Emanuela jako pierwsza weszła do środka, a reszta wkroczyła powoli za nią, trzymając się za ręce. Przeszli już śmierdzący korytarz. Dotarli do salonu w którym nic nie było. Przez pobite okno sączyło się światło, przez które dokładnie widać było latające w pomieszczeniu chmury kurzu. Nagle gdzieś w kącie wszyscy ujrzeli czyste i zadbane pianino. Zdziwili się trochę. Przez salon weszli do kuchni, w której po podłodze były porozrzucane zardzewiałe garnki i porastające pleśnią jedzenie. Gdzie niegdzie widać było zdechłe szczury i ich kości. -Fuu. – jękną któryś z kuzynów. Nagle wszyscy usłyszeli głośne granie. Pobiegli do salonu i ujrzeli coś, czego ja bym nie chciała zobaczyć. Klawisze w pianinie naciskały się same z siebie, grając melodię, tę którą w niektórych krajach puszczano kiedyś przy pogrzebach. Na klawisze spływała krew. Gdy tylko dzieci podniosły wzrok ujrzały trupa powieszonego na suficie. Z ust, nosa, głowy i innych części ciała sączyła się krew, która padała na klawisze. W tej chwili wszyscy usłyszeli pluskanie. Emanuela ledwo łapała oddech ze strachu. Serce jej się gwałtownie ścisnęło i dostała kolki. Poczuła dziwny zapach. Wszyscy cicho pisnęli. Ze ścian zaczęła spływać jeszcze ciepła krew. Gdy tylko unieśli wzrok ujrzeli trupy, poprzybijane gwoździami do sufitu. Spływały z nich strużki czerwonej krwi, która już prawie zalała całe pomieszczenie. Nagle coś chwyciło Monikę za nogę. Dziewczyna przewróciła się, a tajemnicza siła pociągnęła ją po krwi, aż do kuchni. Gdy tylko się tam znalazła…drzwi się zamknęły. Wszyscy usłyszeli głośny pisk i spadające garnki. Zaczęli krzyczeć i wybiegli z domu. Drzwi zatrzasnęły się za nimi i ujrzeli coś co ich wystraszyło. Wszędzie była mgła, przez którą przenikała krwista poświata. Jednak strach tak ich zaślepił, że wbiegli do lasu mimo mgły. Biegli bardzo szybko nie zwracając uwagi na ostre końcówki gałęzi, które raniły im nogi. Chcieli tylko już się wydostać. W pewnej chwili zatrzymali się z powodu braku sił. Usłyszeli pisk dwóch osób. Odwrócili się i zobaczyli, że nie ma z nimi Patryka i Kacpra. Pozostały po nich tylko zakrwawione nogi (tylko nogi, bez ciał). Dzieci od razu zaczęły piszczeć i biec dalej zostawiając za sobą krwiste ślady. Emanuela czuła jakby umarła. W tej chwili przestała słyszeć i czuć. Strach tak nią zawładną, że straciła nad sobą kontrolę. Chciała po prostu biec dalej i wydostać się z tego upiornego miejsca… a potem zasiąść przy kominku i zapomnieć o tym wszystkim. Marzenie ściętej głowy. Nagle zatrzymali się przed oczkiem wodnym. Jednak zamiast wody była w niej czerwona krew. Emanuela oddychała głośno i szybko. Spojrzała na Sarę, Sylwię, Emilkę, Adasia, Piotrka i Sylwka. Oni też ledwo oddychali. -Zginiemy! – panikował piotr i kurczowo chwytał powietrze. – Zginiemy! Uduszą nas, powieszą! Wyprują flaki, a potem będą je nosili na szyi, jako ozdoby! -Us… Us… Uspo…- starała się wymówić Sara. – Uspokój si…Uspokójmy się… Jednak nie dokończyła bo z krwi wynurzyły się cztery ręce, które chwyciły Sarę, Emilkę i Sylwka i wciągnęły w krew. Oni z piskiem wpadli jak śliwka w kapot. Krew jeszcze chwilą bulgotała, a potem już nic nie było słychać. Emanuela nie chciała czekać, aż i ją zabiją. Pobiegła razem z Sylwią, Adamem i Piotrkiem przed siebie, omijając staw krwi. Biegli i biegli resztkami sił, coraz wolniej i mizerniej. W końcu stanęli opadając z sił przed wielkim cmentarzem. Było tam chyba z tysiąc grobów. Pod każdym grobem leżała jedna, prawdziwa, ludzka głowa z wytrzeszczonymi oczami i niemiłym spojrzeniem. Słychać tam było wiele szeptów. Dzieci nagle zobaczyły, że stoją pomiędzy dwoma, grobami z metalowymi krzyżami i zakrwawionymi głowami. W pewnej chwili jedna z głów zaczęła drgać, otworzyła usta i rzekła: -Witajcie wśród umarłych. W tej chwili z grobów wynurzyły się dwie oślizgłe, wypełnione robalami i szare ręce. Złapały za nogi Adasia i Piotra. Potem szybko zanurzyły ich w ziemię, a oni nie zdążyli nawet wydobyć z siebie krzyku przerażenia. Emanuela i Sara zostały same. W pewnej chwili wszystkie głowy sturlały się z grobów, na których zaczęła podnosić się ziemia. W tej chwili z grobów wstały zgniłe, szare, wypełnione robalami i zakrwawione trupy. Zaczęły zbliżać się do dziewcząt, które jęczały ze strachu. Podeszły do nich. Jeden z nich złapał Sarę za głowę i jednym pociągnięciem wyrwał jej ją. Jej ciało padło na ziemię. Emanuela została całkowicie sama. Zaczęła głośno krzyczeć. Po chwili szybkiego namysłu odwróciła się, i uciekła. W tej chwili zobaczyła coś, co w jej sercu powitało cień nadziei. To było wyjście z lasu. Biegła do niego szczęśliwa, że jednak przeżyje. Po drodze słyszała szepty: -Następna będziesz ty… Będziesz ty… Ty…Ty…Ty… Po chwili wybiegła z lasu. Spajała jeszcze w jego stronę i zaśmiała się. Była tak bardzo szczęśliwa, że żyję… Wróciła zakrwawiona do domu i opowiedziała wszystko rodzicom… EMANUELA ŻYŁA Z TYM CO SIĘ STAŁO PRZEZ PIĘTNAŚCIE LAT. TRAFIŁA DO PSYCHOLOGA DZIECIĘCEGO I OMIJAŁA LASY. ZAWSZE ZASTANAWIAŁA SIĘ CO OKRÓTNE DUSZE ZLASU ZROBIŁY JEJ KUZYNĄ. NIE WIEDZIAŁA, ŻE WRÓDCE SIĘ DOWIE…PO PIETNASTY LATACH WRÓCIŁA POD LAS I WESZŁA DO NIEGO. TAK SIĘ STAŁO, ŻE CHWILĘ POTEM CAŁA WIEŚ USŁYSZAŁA GŁOŚNY, ODLEGŁY I PRZERAŹLIWY KRZYK. PO JAKIMS CZASIE ZNALEZIONO CIAŁO EMANÓELI. MIAŁA ODCIĘTE PÓŁ GŁOWY, JEDNO OKO, NOS PRZEKRZYWIONY W PRAWO, A DO TEGO USTA NA POLIKU. CAŁA TWARZ BYŁA STRASZNIE SPALONA, A NA CIELE WYKRYTO LICZNE UDERZENIA NOŻEM. A teraz proszę napisać jakiś komentażyk, bo jak nie to będzie mi smutno:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(

Możliwość komentowania DOM NA SKRAJU LASU została wyłączona