Lut 12 2008

PRZEJŚCIE CZĘŚĆ 1

Published by at 22:41 under Bez kategorii

 

To opowiadanie zostało oparte na podstawie mojego dziwacznego snu. Jednak nie gwarantuje wam, że nie zdarzyło się naprawde. Może to, że oparłam je na moim śnie jest kłamstwem. Sami do tego dojdźcie

 

        Jak w każdą niedzielę pojechałam sobie do drugiej babci. Zbytnio mi się nie chciało, ale obiecałam, że przyjadę moim dwóm niedzielnym kolegą Markowi i Michałowi.

Kiedy przyjechałam jak zwykle zaczęliśmy się bić kijami i wrzeszczeć na całe osiedle. Gdy nam się znudziło postanowiliśmy wybrać się do sklepu i kupić lody.

        Szliśmy spacerkiem pomiędzy blokami i co chwilę uderzaliśmy się kijami (oczywiście w kije). Nagle moją uwagę przyciągnęło coś dziwnego. To był stary i opuszczony budynek przy którym leżał stary fotel. Na tym fotelu widniało coś dziwnego i kolorowego, mniejszego od lalki.

-Ej patrzcie. – zwróciłam się do kolegów. – Zbliżmy się i zobaczmy co to takiego.

Zaczęliśmy bardzo powoli iść w kierunku fotela. Ku naszemu zdziwieniu nic prócz kurzu tam nie było.

-Musiało ci się coś wydawać. – stwierdził Marek.

Jednak ja byłam pewna, że mi się to nie wydawało. W tej chwili wyczułam zimne podmuchy wiatru pod nogami. Zimne powietrze dochodziło zza tego tajemniczego fotela.

-Też to czujesz? – zapytał Michał widząc skupienie na mojej twarzy.

-Tak. – odparłam. – pomóżcie mi.

Podeszłam do fotela i zaczęłam go odsuwać. Chłopcy po chwili pomogli mi. Gdy już odsunęliśmy fotel zobaczyliśmy małe drewniane drzwiczki. Zawiasy były w połowie urwane. Zimne podmuchy nasiliły się.

-Co to do pioruna? – zapytał Marek.

-Drewniane, stare drzwiczki z w połowie zerwanymi zawiasami, zza, których wylatuje zimne powietrze. – odpowiedział Michał.

-Przecież widzę. – wkurzył się jego brat.

-To po co pytasz.

Podczas gdy moi towarzysze bili się kijami, ja zauważyłam wyskrobany na drzwiach napis.

 

WCHODZĄC POŻUĆ NADZIEJĘ WSZELKĄ

 

-Chłopaki, nie wiem jak wy, ale ja tam wchodzę. – powiedziałam i pchnęłam drzwiczki, które natychmiast otworzyły się na oścież. W środku było bardzo ciemno. Od zawsze bałam się ciemności i trudno mi było nawet tam patrzeć. A jednak coś podpowiadało, że powinnam tam wejść.

-Idę z tobą. – zadecydował Marek, a Michał poparł jego zdanie zanim jeszcze je skończył.

       Po chwili już byliśmy w zimnym i ciemnym tunelu. Było nam bardzo ciasno. Musieliśmy ciągać się na brzuchach. Ja miałam najgorzej bo byłam pierwsza i cały czas wiatr dmuchał mi w twarz. Nagle uderzyłam w coś. To były kolejne stare drzwiczki zza których sączyło się małe światło. Powoli i ostrożnie je pchnęłam i od razu oślepiło mnie jaskrawe światło. Wypełzłam z dziury z zamkniętymi oczami, a chłopcy zrobili to samo. Usiadłam na kolanach i dopiero wtedy otworzyłam oczy. To co zobaczyłam zszokowało mnie… nie to za mało powiedziane. Przeżyłam wstrząs psychiczny ( no morze trochę przesadzam). Znajdywałam się na wprost dużej bramy, otoczonej glinianymi wazami z kwiatami. Za bramą była – otoczona małym murkiem – piękna i kwiecista łąka. Rosło na niej pełno różnobarwnych krzewów i kwiatów.

 W pośrodku stało ogromne drzewo, o bardzo grubych gałęziach. Było niezwykle rozłożyste, a jego liście mieniły się w blasku słońca. Miały kształt gwiazdek. W oddali, gdzieś za łąką widniały piękne, wysokie góry.

-Łał. – szepną Michał.

-Kto pierwszy przy tym drzewie ten jest król! – krzyknęłam i zaczęłam biec, a oni popędzili za mną.

Gdy dobiegłam do drzewa zorientowałam się, że jego kora jest kompletnie gładka. Drzewo miało pełno wybrzuszeń.

-Nigdy czegoś takiego nie widziałam. – powiedziałam do siebie.

-Słyszycie to. – szepną Michał i wszyscy wsłuchaliśmy się. Usłyszeliśmy dziwną, miłą i łagodną muzykę z oddali. Była tak piękna, że aż chciało się jej słuchać ciągle.

        Poszliśmy za tajemnicza muzyka, która stawała się coraz wyraźniejsza. Nagle zobaczyliśmy coś niezwykłego. W kręgu kolorowych krzewów tańczyła dziewczyna, ale nie zwyczajna. Miała ona bardzo blada skórę, niemalże przeźroczystą. Jej długa suknia wyglądała, jakby była zrobiona z zeschłych dużych liści i torebek nasiennych i pięknie mieniła się w blasku słońca. Z jej pięknych i puszystych włosów – koloru brzoskwini – wystawały barwne liście i kwiaty z których sypały się nasionka. Dziewczyna była naszego wzrostu. Miała także piękne złote skrzydła, które akurat teraz nie były rozłożone.

-Ona tańczy tak pięknie. – szepną Marek. – Czy to Nimfa.

-Raczej dorosły Piskiel Polny. – odparłam. – To taki elf.

W tej chwili muzyka ucichła. Dziewczyna spojrzała na nas miłym wzrokiem. Dokładnie przyjrzałam się jej oczom. Jej źrenice miały barwę słonecznika. Usta zaś były czerwone jak róża. 

       Kobieta rozłożyła długie skrzydła i uniosła się w powietrze. Po chwili zniknęła w blasku słońca. Wszyscy rozejrzeliśmy się.

-Wracajmy. – Michał zadrżał.

Natychmiast pobiegliśmy w stronę dziury. Wepchnęliśmy się wszyscy na raz do tunelu i zamknęliśmy drzwiczki. Poczuliśmy ulgę gdy wyszliśmy na wąska uliczkę pomiędzy blokami.

-Co za ulga. – westchnęłam.

-No. – przyznał Marek. – Słuchajcie… Nikomu nie możemy powiedzieć co przeżyliśmy. Nigdy już tu nie wracajmy.

Ja i Michał pokiwaliśmy głowami. Zamknęliśmy drzwiczki i zasunęliśmy fotelem. Odeszliśmy.

 

     Miną już tydzień, a ja cały czas myślałam o tajemniczej kobiecie i dziwacznym tunelu. Ciekawość tego, co moglibyśmy znaleźć gdybyśmy pozostali na tej łące dłużej, nie dawała mi spokoju. Byłam pewna, że następna niedziela spędzona u babci będzie spędzona tak jak zwykle – czyli, że będziemy się z Markiem i Maćkiem bić kijami. Gdy dojechałam na osiedle spotkała mnie miła niespodzianka. Maciek i Marek już na mnie czekali.

-Musisz coś zobaczyć. – powiedział Marek. – Choć z nami.

        Prowadzili mnie wąskimi uliczkami, aż dotarliśmy do fotela, za którym znajdowały się drzwiczki. Chłopaki odsunęli go i pchnęli drzwi.

-Podejdź do otworu. – kazał mi Michał.

Przycupnęłam naprzeciwko otworu. Po chwili doszła do mnie miła muzyka, ta sama którą słyszałam poprzedniej niedzieli. Tym razem jednak do miłej muzyki doszedł niezwykle piękny kobiecy śpiew. Brzmiał tak miło, że niemal nas zahipnotyzował.

-Wejdźmy tam. – rzuciłam i nie czekając na to co powiedzą weszłam do dziury.

Ku mojemu zdumieniu podążyli za mną. Tym razem krócej przeciskaliśmy się przez wilgotny tunel.

       Gdy tylko znaleźliśmy się na łące kobiecy głos stał się bardziej wyraźny i milszy. Dochodził z oddali, lecz słyszeliśmy go bardzo dokładnie.

      Pobiegliśmy za nim. Biegliśmy przez łąkę i ominęliśmy wielkie drzewo. Gdy byliśmy bardzo daleko od bramy głos ucichł. Zaczęliśmy się rozglądać.

-I co teraz? – zapytał Marek.

-Nie mam pojęcia. – odparł Michał. – Gdzie jest ta kobieta.

Nagle doszedł do nas tajemniczy śmiech, dochodzący tym razem z bliska.

       Nagle poczułam, że coś łapie mnie za ramię i ściska. Obróciłam się i ujrzałam tę samą kobietę, co tydzień wcześniej. Ściskała mnie mocno za ramię i patrzyła mi srogo w oczy. Michał już dawno zaczął głośno piszczeć, jednak ja i Marek zachowaliśmy zimną krew. Strąciłam rękę z ramienia.

-Kim jesteście. – zapytała kobieta.

Mimo jej srogiego spojrzenia, głos miała niezwykle miły.

-Ja jestem Jagoda, – odparłam – a to są Marek i Michał. Nie chcemy zrobić nic złego.

-Zwabił was tu mój śpiew? – zapytała.

-Tak, słychać go na chodniku. – rzekł Marek.

Kobieta przeszyła nas wzrokiem.

-Czekałam na was. – rzekła po dłuższej chwili ciszy. – Weźcie to.

Podała mi niebieski, mały woreczek zawinięty błękitnym sznureczkiem.

-Nie otwieraj go, do póki nie ześlę tobie znaku. Choćby mieli cię jeść, gnieść i bić nie otwieraj woreczka bez znaku. Teraz wracajcie do swojego świata.

Wtem tajemnicza kobieta zniknęła, zostawiając po sobie tylko świecące iskierki, które zaraz rozwiał wiatr.

 

 

KIEDY WRÓCILIŚMY DO ŚWIATA LUDZI, ZADECYDOWALIŚMY, ŻE TO JA BĘDĘ PRZECHOWYWAĆ WORECZEK. CO NIEDZIELĘ CZEKALIŚMY NA ZNAK. NIKOMU NIGDY NIE POWIEDZIELIŚMY CO SIĘ STAŁO I NIE PRZECHODZILIŚMY PRZEZ TAJEMNE DRZWI…

 

CIĄG DALSZY NASTĄPI… 

Możliwość komentowania PRZEJŚCIE CZĘŚĆ 1 została wyłączona