Kwi 06 2008

Zmyslona przygoda z prawdziwego cmentarza

Published by at 13:03 under Bez kategorii

 

Witajcie wszyscy. Oto moje miłe opowiadanie. Na początku jest nudne, ale potem się rozkręca. Na jego zakończenie jest wiele teori. Każdy niech sobie wymyśli własne zakończenie…

 

cmentarz

Ginko obudził jakiś hałas. Gwałtownie podniosła się. Jej oddech był szybki i drżący. Była cała mokra od potu mimo to, że dawno zrzuciła kołdrę z łóżka. Znów śniły jej się koszmary. Koszmary, których po obudzeniu się nigdy nie pamiętała. I to sprawiało, że bała się położyć spać. Te koszmary, których nawet nie znała treści. To było dla niej przerażające.

Znowu ten hałas. Tylko tym razem Ginko go rozpoznała. Hymn narodowy. Hymn narodowy śpiewany na cały głos przez jej ciotkę i kogoś jeszcze. Ten głos był męski.

Dziewczyna podniosła się z łóżka, nałożyła kapcie i wyszła z ciemnego pokoju. Zeszła na dół i ukryła się za ścianą koło salonu, w którym była jaj ciocia. Ginko odważyła się zajrzeć do salonu. Na dużej kanapie siedziała jej ciotka i jej nowy chłopak kompletnie pijani. Obok nich było pełno puszek od piwa.

Ginko zdążyła już przyzwyczaić się do pijactwa ciotki. Od kiedy rok temu zmarli jej rodzice trafiła do ciotki dla której liczył się tylko alkohol jej życie się zmieniło. Co noc słyszała jakieś hałasy, wszędzie walały się puszki po piwie. Nikt się nią nie zajmował.

Tym razem jednak jej ciotka przesadziła. Kolejny facet, o wiele więcej alkoholu. Nie zniosła by tego. Pobiegła do swojego małego ciemnego pokoju i zapaliła lampkę nocną, dającą słabe światło. Wyjęła z szafy jakieś ubrania i szybko ubrała się w nie. Następnie założyła płaszcz. Zbiegła na dół i przemknęła obok wejścia do salonu. Na szczęście nikt jej nie zauważył. Założyła buty i szybko zasznurowała. Musiała wyjść z domu, nie wytrzymała by tam dłużej. Wyszła i zatrzasnęła drzwi…

Biegła najszybciej jak tylko potrafiła. Mijała wiele ulic, domów, sklepów. Właściwie nie wiedziała, gdzie biegnie. Jej nogi same prowadziły ją przez miasto. Jej złość do ciotki sprawiła, że dziewczyna nie myślała nawet o tym gdzie biegnie. Jej czarne długie włosy powiewały na wietrze.

W końcu Ginko stanęła i dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, jaka jest zmęczona. Oddychała szybko. Chciało jej się pić, ale skąd miała teraz wziąć picie. Nie miała pieniędzy, a wszystkie sklepy były pozamykane. Rozejrzała się dookoła. Gdzie ona właściwie jest?

Przez nią ciągną się żelazny i wysoki płot. Skądś go znała, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Poszła wzdłuż płotu, aż zauważyła cienie wysokich krzyży za płotem. Teraz była już pewna. To był cmentarz. Pomyślała przez chwilę. Chyba nie stało by się nic złego, gdyby poszła odwiedzić rodziców. Na cmentarzu przecież nic nie mogło jej się stać, a na ulicy mogło się zdarzyć wiele złych rzeczy.

Szła więc wzdłuż płotu, aż znalazła wejście. Ku największemu cudowi, było otwarte. Zauważyła, że kłódka leżała gdzieś na ziemi. Trochę się bała, ale i tak weszła na teren cmentarza. Znalazła się pomiędzy wieloma grobami, w całkowitej ciemności. Szła i szła. Pamiętała gdzie są groby rodziców, a jednak po chwili zatrzymała się zdezorientowana. Nie poznawała tego miejsca. Nie wiedziała, gdzie jest. W ciemności wszystko wyglądało inaczej. Zaczęła się bardzo bać. Rozglądała się. Z której strony ona właściwie tu przyszła? Przerażona pobiegła przed siebie, mijając krzyże. Tu jedynym małym źródłem światła były świece. Ale co one właściwie dawały? I tak było ciemno.

Nagle Ginko zauważyła jakieś światełko, gdzieś daleko za grobami i rzędem drzew. Pomyślała, że może to jest ratunek. Biegła szybko. W jej sercu zagościła nadzieja. Im bardziej zbliżała się do ognia tym bardziej była przekonana, że to ogień.

ogień

A gdy była już bardzo blisko dostrzegła cienie kilku postaci siedzących przy ogniu. Zatrzymała się przy jednym z grobów i schowała się za nim. Nie była pewna, czy ci ludzie byli pokojowo nastawieni. Wolała najpierw poobserwować ich. Wyjrzała zza grobu by muc się przyjrzeć. Przy ogniu siedziało czterech mężczyzn. Jeden z nich trzymał na d ogniem kij z umocowanym a nim workiem. W worku coś się ruszało, coraz wolniej, ale się ruszało. Mężczyzna opuszczał worek coraz niżej do ognia.

Ginko szybko przemyślała całą sprawę i po chwili wiedziała już kim są ci mężczyźni. Palenie kotów w workach i odprawianie rytuałów na cmentarzach. To mogło oznaczać tylko jedno. Satanistów.

Ginko przeraził ten fakt. Powoli i ostrożnie wycofała się do tyłu. Nagle usłyszała dźwięk szkła. Powoli odwróciła głowę. Przewróciła starą świeczkę robiąc przy tym durzy hałas. Mężczyźni odwrócili ku niej głowy.

-Kto tu jest? – krzykną jeden i wycelował w Ginko latarką.

-To dziecko! – krzykną drugi. Wszyscy wstali i zaczęli zbliżać się do dziewczyny. Mogła uciekać, ale strach ją sparaliżował. Nogi się pod nią ugięły.

Sataniści stanęli naprzeciwko Ginko.

-Co robisz na cmentarzu? – zapytał któryś z nich.

-Może chce dołączyć do grobów. – zaśmiał się inny. – Możemy jej to chyba zagwarantować.

Wtedy wyją z kieszeni spodni nóż. Zamachną nim przed przerażoną Ginko. Ona straciła już nadzieję na przeżycie. Jednak nagle zauważyła coś. Cień postaci za satanistami. Postać była wysoka i oczy miała niczym żar. Świecące i czerwone. Ginko nie wiedziała, czy to był jeden z satanistów, czy może jej wybawiciel. Miała nadzieję, że to on był ten dobry.

-Masz jakieś ostatnie życzenie? – zapytał satanista z nożem i nie czekając na odpowiedź zamachną się na dziewczynę. Ginko już żegnała się z życiem. Jednak nagle coś pociągnęło satanistę w tył. Upuścił nóż. Jego towarzysze natychmiast skierowali w niego latarki by w ciemności zobaczyć, co się dzieje. Wszyscy ujrzeli ciemnego mężczyznę z

wampir

krwisto świecącymi oczami. Przyciągną satanistę do siebie i nachylił się nad jego szyją. Wtedy błysnęły długie i ostre kły mężczyzny wbijające się w szyję ofiary krzyczącej w niebogłosy. Reszta satanistów i Ginko stali osłupieni. Wyglądało to tak, jakby wysysał sataniście duszę. A to mogło oznaczać tylko jedno: ten ciemny mężczyzna był wampirem!!!

Ginko widząc jak satanista pada na ziemie bez życia odzyskała władzę w nogach. Odwróciła się na pięcie i pobiegła przed siebie. Teraz kierował nią tylko strach i jakoś instynktownie wiedziała dokąd ma biec. Gdy znalazła w końcu wyjście z cmentarza usłyszała przerażone krzyki satanistów… Gdy Ginko biegła w stronę wyjścia z cmentazra, nagle coś stanęło na jej drodze. Czarny mężczyzna stał teraz przed nią, a jego czerwone oczy świeciły w cmentarnych ciemnościach…

          

 

 

Fajne opowiadanko nie. Napisałam je z w kilka minut. Napiszcie co o nim myślicie. A zakończenie wymyślcie sobie sami. A ja znam zakończenie, ale nie zdradze…

 

czacha

 

Możliwość komentowania Zmyslona przygoda z prawdziwego cmentarza została wyłączona