Kwi 20 2009

KAPITAN KIDD

Published by at 18:45 under Bez kategorii

KIEDY SIĘ ZE MNIE ŚMIEJECIE, OZNACZA TO, ŻE WCALE NIE JESTEŚCIE LEPSI

       Nie mam za bardzo pomysłu na dzisiejszą notkę. Ostatnio znowu pisze wiersze. I jak zwykle sama nie rozumiem ich sęsu. Musze je rozszyfrowywać, jakby napisał je ktoś inny. Ale tak to już jest, one wypływają ze mnie jak… wodospady. Czasem tak szybko, że nie nadążam. Zależy też, na jaki rodzaj wodospadu mam wenę. Czy na słodką wodę, czy na słoną… Ehhh…

      Od kiedy znowu myślę optymistycznie życie jest fajniejsze. Ostatnio wszystko idzie mi jakoś tak dobrze. W szkole OK, w domu OK. Robiłam sobie śmieszne zdjęcia z Wruszką (specjalnie z błędem), Bakterią, Skrzatem, Romanem i Sokołem moim. Między innymi: ja leże, a one ciągną mnie po piachu za nogę (to było za szkołą więc trochę siara). O ile one się zgodzą, to je tu wstawie

     Niedługo (19 maja) moje urodziny. JA NIE CHCE! Będę miała 14 lat. Masakra. Nienawidze swoich urodzin, bo oznaczają, że jestem o jeden rok starsza. Kurde. Przecież to jest jakaś niedorzeczność. Tego dnia będę miała depresję. Jednak zaniosę do szkoły cukierasy, ale zamiast zwyczajnego "sto lat" każe im zaśpiewać mi "Anarchia". Tak, z pewnością "sto lat" nie jest odpowiednią urodzinową piosenką dla mnie.

Po bezkresnym oceanie statek Kidda pływa

Ten zaś, przez swe czyny legendą się okrywa

Tak, na tym statku pływałam czas długi

Oglądając czerwone na relingu smugi

Nasłuchując pokładowej, pirackiej zawieruchy

Wyczekując spokojnie, na przyjście Kostuchy

Gdyż z każdym dniem na pokładzie słychać mordy było

Krew, śmierć, okrucieństwo – nic się nie ukryło

Życie pirata pono krótkie jest, pełne strachu i goryczy

-czasem szczęścia- czasem żalu, mimo codziennych zdobyczy

William swą banderą, w sercach przerażenie budził

Na morzach tyle ofiar – nigdy się nie nudził

Iż wiele ludzi poległa z jego zwinnej ręki

Czasem wyrzuceni za burtę – doznawali męki

A ci co przeżyli cudem, mit taki roznieśli

Że wielki skarb Kidda na wyspach gdzieś się mieści…

Kapitan straszny – zmagając się z morderstwa falami

Nie pomyślał nigdy, że zawiśnie nad Tamizy brzegami

Gdy tylko -jak inni- doścignie wreszcie grobu…

A ja może w książkach, spotkam go znowu

Okrutny i zawzięty – dziś po nim wspomnienie

Pokrywa słone, morskie westchnienie…

Gdyż po Williamie Kiddzie żałoba nie długa

I ta szubienica – cienka nań krwi smuga

I mogiły ludzi, których zamordował

Tego co im zrobił, sam wreszcie zasmakował

Krótkie to pirata życie – albo zawiśnięcie

Albo morskie fale, i w nich zaginięcie

A zaszczyt to wielki, tak na morzu zginać

Lecz czy dla zaszczytu warto ze szczęściem się minąć?

Z całej tej historii, morał jeden płynie

Rak serca cię uśmierci, a kaszel kiedyś minie…

Lepiej myśl nim coś zrobisz, kieruj się wspomnieniem

Bo jak Kidd możesz zostać fal morskich westchnieniem

Możliwość komentowania KAPITAN KIDD została wyłączona